Rozpaczali po śmierci rodziców. Ale rok po ich śmierci wydali fortunę
— Ktoś zabił moich rodziców! — krzyczał do słuchawki 21-letni Lyle Menendez. —Proszę się uspokoić, policja już jedzie — odpowiedział mu operator numeru alarmowego. Trudno się dziwić, że młody mężczyzna był w szoku. Dopiero co był z bratem w kinie i spędzał przyjemnie czas, kiedy nagle został skonfrontowany z bodaj najgorszym i najokrutniejszym widokiem, z jakim człowiek może mieć do czynienia w życiu.